Adopcja kota – Kontrola przedadopcyjna? Dlaczego?

Procedura adopcji kota coraz częściej obejmuje dokładną kontrolę ewentualnego przyszłego opiekuna. Pracownik schroniska czy fundacji jedzie do jego mieszkania, by sprawdzić, w jakich warunkach zwierzak będzie żył. Kontrola przedadopcyjna – norma czy dziwactwo wymyślone przez stare histeryczki, nie mające nic innego do roboty?

Przecież nie przerobię kota na smalec!

Moja serdeczna przyjaciółka zapragnęła zaadoptować kota. Jakoś tak rok wcześniej zmarł ze starości jej ukochany jamnik i uznała, że jest gotowa na kolejnego zwierzaka. Może jeszcze nie psa, ale kota. Postanowiła jakiegoś przygarnąć, więc skontaktowała się z odpowiednia organizacją i… delikatnie mówiąc bardzo się rozczarowała. Kot jest, ale ona musi zostać dokładnie sprawdzona, czy spełnia warunki.

Usłyszawszy to, moja koleżanka zrezygnowała z adopcji. Poczuła się bardzo urażona. Przecież kocha zwierzęta, jest dorosłą, odpowiedzialną osobą i „nie ma zamiaru przerabiać kota na smalec”. Znam ja od szkoły podstawowej i wiem, że naprawdę jest w porządku i dobrze opiekuje się swoimi zwierzakami. Dlaczego więc tak zareagowała i czy miała rację?

Kocham koty, więc po co mnie sprawdzać?

Podejrzewam, że wielu ludzi zareagowało by podobnie do mojej przyjaciółki. Nie dlatego, że mają złe intencje. Myślę, że po prostu nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do takich procedur przedadopcyjnych. To raz. Dwa to to, że nie lubimy, jak ktoś nam coś narzuca i nas kontroluje. I ja to doskonale rozumiem, ale wszystkim, którzy oburzają się na myśl, że ktoś ma sprawdzać, czy nadają się kociego opiekuna, proponuję spojrzeć na sprawę z drugiej strony.

Wy wiecie, że świadomie nie zrobicie zwierzakowi krzywdy. Dokładnie przeanalizowaliście wszystkie za i przeciw bycia kocim opiekunem i tak dalej. Ale czy pracownik schroniska lub fundacji zajmującej się bezdomnymi kotami i psami też to wie? A niby skąd? Jest jasnowidzem, ma rentgena w oku? A niestety nie każdy, kto przygarnia zwierzaka kieruje się właściwymi pobudkami. Może być to na przykład chwilowy kaprys – rozpieszczona córeczka chce mieć kotka, bo znudziły się jej zabawki!

Naprawdę nie powinniśmy się dziwić, że ktoś chce upewnić się, czy nadajemy się na kociego opiekuna. Skoro ktoś poświęca swój czas, swoją energię, a nierzadko i własne pieniądze na ratowanie kotów, to chyba zrozumiałym jest, że szuka dla swoich podopiecznych jak najlepszych domów. Nie jest mu obojętnym, czy będą one kochane, czy też szybko zostaną przerobione na futro albo jakiś psychol obetnie im łapki, ogon i wydłubie oczy!

My kochamy koty i nigdy nie zrobilibyśmy im krzywdy, ale nie wszyscy tacy są – pamiętajmy o tym!

Tekst: Jacek P. Narożniak
Zdjęcie: By Heikki Siltala (http://catza.net)
[CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons

Współpraca

Masz hodowlę kotów rasowych, prowadzisz własny sklep zoologiczny, gabinet weterynaryjny, jesteś producentem karm i/lub akcesoriów dla kotów, prowadzisz fundację itd.?
Chciałbyś trafić do szerszego grona potencjalnych klientów? Zapraszam do współpracy!
Wszystko o Kotach to blisko 40 tysięcy unikalnych użytkowników miesięcznie! Około 80% wejść organicznych!

Obtkarma.pl - baner reklamowy

Jacek P. Narożniak

Autor tej strony - Zawodowo dziennikarzcopywriter zajmujący się pisaniem tekstów, optymalizowaniem i pozycjonowaniem stron WWW. Prywatnie wielbiciel i wieloletni hodowca kotów oraz koci behawiorysta. Miłość do kotów często łączy z pracą. Jego artykuły o kotach publikowane są na wielu stronach internetowych. Współpracował też z nieistniejącym już magazynem KOT, przez cały okres jego wydawania.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, udostępnij go na:

2 odpowiedzi do “Adopcja kota – Kontrola przedadopcyjna? Dlaczego?”

  1. Rozumiem wizyty przedadopcyjne. Rozumiem wizytę adopcyjną, rozumiem wizytę poadopcyjną, ale nie rozumiem (tzn. rozumiem o co chodzi – kasa!!!) narzucanie (konkretnej, jedynej akceptowane) firmy, która ma zabezpieczyć okna i balkon!!! A szukając kotka dla naszej rodziny spotkałam się z takim zapisem w umowie adopcyjne. Oczywiście samego sensu i potrzeby zabezpieczenia nie neguję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.